środa, 26 września 2018

O sercu które pękło a jednak musi bić dalej

Dawno mnie tu nie było. Bardzo dawno. Aż przy jakiejś kolacji mój Brązowooki zapytał mnie kiedy ostatni raz napisałam jakiś post na blogu. Spojrzałam ... i ugięły mi się nogi. 14 lutego 2017 roku. Pisałam o byciu szczęśliwą i zakochaną. Jeszcze nie wiedziałam, że za rok właśnie tego dnia pęknie mi serce. Siedem miesięcy temu, 14 lutego zmarł mój Tatuś. Ja wiem, że wielu z Was powie, że to naturalna kolej rzeczy, że tak się zdarza i że trzeba być na to gotowym. Ale ja nie byłam. Nikt z nas nie był. Tatuś trafił do szpitala ze swoim chorym sercem, ale nie raz do niego trafiał. Wprowadzono go w śpiączkę farmakologiczną ale przecież wielu ludzi jest tak leczonych. Żartowaliśmy, że obudzi się po Igrzyskach zimowych w Pjongczang a my mu powiemy, że nie ma czego żałować. Ani przez moment nie miałam wątpliwości, wiedziałam że się uda, a to czarnowidztwo lekarzy to ich druga natura. Ale stało się inaczej... Świat się zatrzymał. Mój świat się zatrzymał. A potem dalej ruszył zostawiając wyrwę której nie da się w żaden sposób uzupełnić. I niby robimy to co zwykle: śpimy, jemy, pracujemy, nawet się śmiejemy ale to już nie jest to samo. Zostały nam tylko piękne wspomnienia, poczucie, że to ja byłam ulubioną córką Tatusia (tak jak każda z moich sióstr, zresztą jak każdy z moich bliskich - bo w tym ogromie osób otaczających moich Rodziców Tatuś potrafił tak sprawić, że każdy z nas czuł się dla Niego najważniejszym) i wiara, że kiedyś się spotkamy.
Bo dzieli nas tylko czas ...

wtorek, 14 lutego 2017

By być dla kogoś Słońcem

Myślałam nad tym postem już od dłuższego czasu, ale dzisiejszy dzień idealnie wpisuje się w tytuł mojego postu.
Dziś 14 luty - dzień zakochanych.
W naszym życiu mamy do czynienia z wieloma rodzajami miłości: od miłości rodziców, rodzeństwa, szkolnych zauroczeń i wszystkich przy okazji złamanych serc, przez miłość do własnych dzieci i tej jednej jedynej osoby. Jakby na to nie spojrzeć: kochamy całe życie :-)
Ale dziś będzie post o byciu Słońcem. Dlaczego? Przeczytajcie:
W moim życiu sporo było zawirowań. I tak naprawdę w którymś momencie życia stwierdziłam, że motyle w brzuchu to już nie dla mnie i czas skupić się na wychowywaniu dzieci. Zakochiwanie zostawiając po prostu innym. Ale jak to mówią: nigdy nie mów nigdy. Na przekór losowi na mojej drodze znalazł się Brązowooki. I ....i wcale mnie nie zauroczył :-) Pierwsze spotkanie wśród starych dębów zdominowane zostało opowieściami o rodzajach i różnicach między wiertarkami :-) Hmm ... tak, tak, ja sama zastanawiałam się co ja tam robię. Ale Brązowooki był wytrwały. Dzwonił, pytał, zapraszał i był mega szarmancki. A jak jeszcze całował na powitanie w rękę to kolana mi miękły :-) I tak mnie jakoś zakręcił, że jesteśmy już ze sobą 10 lat. Oczywiście, że nie zawsze między nami jest różowo: w końcu ja jestem zodiakalnym Lwem a Brązowooki Bykiem. Wystarczy wtedy, że usłyszę: "Słońce, zrobić Ci herbatę?" I jak słońce znów zaczynam błyszczeć, a burza przechodzi gdzieś bokiem. I tego Wam dziś i nie tylko dziś życzę: abyście byli dla kogoś Słońcem.
Walentynkowo pozdrawiam
M.

P.S. U nas coraz cieplej :-)
P.S.1 Za tydzień Królewski Bal Przebierańców w przedszkolu. Za kogo przebrać tego mojego przedszkolaka?
P.S.2. O Jadzi Wam za chwilę napiszę :-)
P.S.3. Pamiętajcie proszę o naszej Mariance przy rozliczaniu 1%. Bardzo dziękujemy




poniedziałek, 6 lutego 2017

Wybory czyli o tym, że wszystko jest w Twoich rękach / Do you want to be our hero?


Zbliża się czas naszego corocznego rozliczania się z urzędami skarbowymi. I o takich wyborach chciałam dziś napisać. Rozliczając pit mamy możliwość, wybór aby móc wesprzeć kogoś naszym 1% podatku. Możliwości jest naprawdę bardzo wiele. Możemy wesprzeć chore , niepełnosprawne dziecko, schronisko dla zwierząt czy choćby jakiś ośrodek kulturalny. Powiecie teraz, że to są nieduże pieniądze. Tak, ale jeśli takich osób zbierze się kilka czy kilkanaście to może zebrana kwota pomoże wykupić turnus rehabilitacyjny dla dziecka, czy kupić karmę na zimę dla schroniska. Nie rezygnujcie z tej możliwości. Wasz 1% może spełnić czyjeś marzenia.
I ja jak co roku dziękując za Wasze dotychczasowe wpłaty proszę Was o podarowanie 1% Mariance. Marianna jest pełną uśmiechu 8 letnią dziewczynką. Ustawa oświatowa pozwala nam na to aby Marianna mogła nadal uczyć się w przedszkolu i z tego korzystamy. Marianka dobrze się tam czuje i bardzo ładnie pracuje pod okiem rehabilitantów. Dodatkowo my także poza przedszkolem staramy się zapewnić córce jak najbardziej kompleksową rehabilitację: logopeda, rehabilitacja ruchowa, integracja sensoryczna, terapia ręki czy rehabilitacja metodą Montessori. Serce nam rośnie gdy widzimy jak małymi kroczkami Marianna idzie naprzód i pokazuje nam swoje nowe umiejętności. Wymaga to niestety dużych nakładów finansowych. To właśnie dzięki wpłatom na subkonto Marianny w Fundacji Słoneczko możemy finansować jej leczenie i rehabilitację. Bardzo za to dziękujemy i prosimy, nie zapominajcie o nas.
Muszę teraz napisać kilka słów o sposobie gromadzenia i dysponowania zgromadzonymi na subkoncie pieniędzmi. Fundacja Słoneczko bezpłatnie udostępnia dziecku subkonto. W październiku są na nim księgowane środki z 1%. Tak, wiem, rozliczamy się do kwietnia. Urzędy mają swój czas. Przez cały rok można na subkonto wpłacać indywidualne darowizny. Fundacja płaci lub zwraca środki pieniężne tylko na podstawie faktur lub faktur pro-forma. I to co  najważniejsze: tylko i wyłącznie na leczenie i rehabilitację dziecka. Nie mogę np. zapłacić rachunek za prąd mimo tego, że Marianna też z tego prądu w domu korzysta :-) Środki w 100% są przeznaczane na rehabilitację Marianny. W naszym przypadku zbieramy te środki na turnus rehabilitacyjny który jest największym wydatkiem ( 2400zł tygodniowy turnus logopedyczny, 6000zł dwutygodniowy turnus rehabilitacyjno - logopedyczny). Może udałoby nam się w tym roku zebrać środki które pozwolą na udział w turnusie z hipoterapią - która bardzo pomaga w stabilizowaniu i wypracowaniu bardziej prawidłowej postawy. Wasz 1% może pomóc nam spełnić nasze marzenia. Bardzo dziękujemy.




Do you want to help us to make our dream come true? We are the parents of 8 year old Marianna. Marianna is disabled. Big delay in development makes it that she needs to be rehabilitated all the time. However, this is big money. So, we are looking for people who will support us your finances and help in the rehabilitation of our daughter.
Marianna has an account at the Foundation for People with Disabilities "Słoneczko" (Sunshine 🙂 ) from which money can be used only on the rehabilitation of Marianna. If you want to donate a deposit it into her bank account and support our little lady: you can do it! 🙂
Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „SŁONECZKO”
77-400 Złotów, Stawnica 33A
payment in euro/donations euro
76 8944 0003 0000 2088 2000 0050
payment in USD
97 8944 0003 0000 2088 2000 0060
for depositors from abroad SWIFT code (otherwise known as BIC):
GBW CPL PP
country code: PL
You could be our hero and help us to make our dream come true! Thank you - Małgosia ans Robert - Marianna's parents



Möchten Sie uns unsere Träume erfüllen zu helfen? Wir sind den Eltern von 8-jährigen Marianna. Marianna ist behindert. Große Verzögerung in seiner Entwicklung macht, dass sie immer noch rehabilitiert werden muss. Deshalb suchen wir Menschen, die uns finanziell unterstützen und in der Rehabilitation unserer Tochter helfen zu können. Marianna hat eigene Konto im einer Stiftung für Hilfe der Behinderten „Słoneczko” und das Geld aus diesem nur auf Rehabilitationszwecke übertragen werden kann. Wenn Sie eine Einzahlung spenden möchten, zahlen Sie dies auf Bankkonto: Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „SŁONECZKO“, Stawnica 33A, 77-400 Złotów
Spenden in Euro: 76 8944 0003 0000 2088 2000 0050
Spenden in USD: 97 8944 0003 0000 2088 2000 0060
Für Ausländer SWIFT-Code (auch als BIC bekannt): GBW CPL PP
Ländercode: PL
Dank Sie können unsere Träume erfüllt zu werden. Vielen Dank – Małgosia i Robert
 

środa, 25 stycznia 2017

Dziś będzie o przyjaźni - bardzo ważnej i bardzo szczególnej

Żyjemy szybko. Gonimy za pracą, za pieniędzmi, za ideałami. Ciągle w biegu, zawsze szybko. I tak naprawdę na nic nie mamy czasu. Ale bardzo go chcemy mieć. Mało tego - bardzo chcemy wykorzystać ten wolny czas z kimś bliskim. Z kimś z kim porozmawiamy na każdy temat, pośmiejemy się,  pożartujemy, wypijemy lampkę wina i spędzimy fajnie czas. Do takiego scenariusza najlepiej pasuje przyjaciel. Hmm - w tych czasach na wagę złota. Choć nie tylko w tych. W każdych czasach. Więc albo jesteś szczęściarzem i masz przyjaciela, przyjaciółkę czy grupę przyjaciół - z podwórka, ze szkoły czy z pracy albo o takim marzysz. Że gdzieś jest. I że kiedyś na pewno na siebie natraficie. Ja jestem w tej pierwszej grupie :-)  - mam przyjaciółki dwie. Takie do tańca i do różańca. Do płaczu i do żartów. Do pocieszania i do wbijania szpilek. Takie co to z nimi można się założyć o wszystko - znaczy hazardzistki ;-) i takie, że zawsze można na nich polegać. Dodatkowo lubią dobre jedzenie i wino i mogą pół nocy przegadać o niczym. Zapytacie pewnie gdzie można znaleźć takie przyjaciółki? Ja swoje sobie urodziłam. Chciałam napisać: znalazłam w kapuście ale na pewno byłoby oburzenie :-) Tak, mam dwie dorosłe córki. Piękne, zdolne, wykształcone. No tak, ale co innego może napisać mama. Wiadomo, że jest dumna i będzie się chwalić ale co to ma wspólnego z przyjaźnią? Właśnie to, że oprócz relacji mama-córki - dziewczyny są moimi przyjaciółkami. Każda na każdą zawsze może liczyć. Choćby po to, żeby się wygadać czy  poradzić. Przeżywamy razem smutki i radości, chwalimy się, gratulujemy sobie a jak trzeba tłumaczymy czy wspieramy. I to traktuję jako mój sukces. Wychowałam sobie przyjaciółki, które wchodzą do domu i mówią: Mamo mam wino - zdałam egzamin. I świętujemy. Bo jesteśmy razem. I możemy celebrować to bycie razem. I takich przyjaźni Wam życzę. Bo przyjaciel to jest to. A dwóch ? :-)




Zimowo pozdrawiam
:-)
M.

P.S. Żeby nie było jest jeszcze jedna dziewczynka w naszej rodzinie, najmłodsza Marianna. Wina nie stawia, choć sukcesów ma bardzo dużo na swoim koncie odkąd się rehabilitujemy, ale stawia lub ustawia starsze siostry po kątach i ewidentnie się rządzi.

wtorek, 17 stycznia 2017

Czy mogę się dosiąść?

Bardzo lubię jeździć autobusem. Gdy jadę na rehabilitację czy inne zajęcia popołudniowe Marianki wsiadam w autobus zakładam słuchawki na uszy i .... mam czas tylko dla siebie. Czasem trzeba coś przemyśleć a czasem trzeba po prostu nie myśleć i wtedy wystarczy sam na sam z muzyką. I właśnie wtedy słyszę: "Czy mogę się dosiąść?" Kiedyś mnie to wręcz irytowało, bo pół autobusu wolne a tu ktoś koniecznie chce siedzieć obok mnie. I co "gorsze" rozmawiać :-) Aż pewnego dnia usiadła obok mnie starsza Pani i ... zaczęła opowiadać swoją historię. Nie wiem czy Was zainteresuje, bo to historia o wierze i o nadziei. I oczywiście o miłości:
Starsza Pani - emerytowana nauczycielka, wdowa i mama jedynaka który za pracą i żoną przeniósł się wiele kilometrów od domu. Niejeżdżąca już samochodem,bo jak sama stwierdziła kierowcy w jej wieku są już tylko zagrożeniem na drodze, a ona zawsze dbałą o to aby nie skrzywdzić drugiego człowieka, z drugiej strony autobusy jeżdżą wszędzie a ona z racji wieku przejazdy ma już darmowe więc grzechem by było nie skorzystać :-) Za swój cel postawiła sobie uporządkować wszystkie swoje sprawy póki żyje. A sprawa która najbardziej ze wszystkich jej ciążyła to to, że każda z bliskich jej osób: rodzice, teściowe i jej mąż pochowani są na innych cmentarzach. Bała się, że gdy jej zabraknie a syn będzie jechał z daleka nie zdąży odwiedzić wszystkie groby. Więc wymyśliła, że przeniesie wszystkich do grobu jej rodziców na cmentarz  górujący nad pięknym jeziorem. Gdy się spotkałyśmy akurat wracała od księdza z którym dogadała wszystkie ostatnie szczegóły. I gdy myślałam, że to koniec tej historii zaczęła opowiadać, że kiedyś nie była specjalnie wierząca. Od wielkiego święta szła do kościoła i właściwie tyle. Ale zachorował jej mąż. Długo się nim opiekowała nie pozwalając oddać go do hospicjum. Choroba bardzo wykańczała jej męża. A ona nie zważając na to zawsze mówiła do męża: "Uśmiechnij się do mnie tak jak w dniu w którym się w Tobie zakochałam". I on się uśmiechał. Choroba jednak robiła swoje i uśmiech coraz bardziej gasł. Pod koniec życia już nie widziała ani jednego uśmiechu. Gdy mąż zmarł i został pochowany starsza Pani usiadła w kuchni. Sama. Schowała twarz w dłonie i zastanawiała się co teraz dzieje się z jej mężem. Czy już nie cierpi. Czy jest mu dobrze. I wtedy w korytarzu zrobiło się jasno a ona w drzwiach od kuchni zobaczyła swojego męża. Stał wyprostowany bez śladu choroby na twarzy, z pogodnym obliczem. I się uśmiechał. Tak jak kiedyś. Gdy wyciągnęła do niego rękę powiedział: " Teraz nie jest Twój czas, ale nie martw się o mnie, będę na Ciebie czekał. Bądź szczęśliwa" I po tych słowach odwrócił się. A ona zobaczyła trawę  tak zieloną jakiej nigdy nie widziała i niebo tak niebieskie, że nie sposób tak niebieskiego zobaczyć. I męża kierującego się do grupki ludzi którzy otoczyli go ramiona. Nie wie skąd ale od razu wiedziała że to jej rodzicie i teściowie. Gdy zamknęła oczy i ponownie spojrzała na drzwi znów panowała tam ciemność. Ale ten uśmiech męża i jego słowa dały jej mnóstwo siły. I wiary w to, że jest coś więcej. I nadziei, że już ktoś tam na nią czeka. Więc się nie boi. Zwiedza, spotyka się, działa. I tak jak przykazał mąż - jest szczęśliwa.
Po tych słowach Pani pięknie się pożegnała i wysiadła a ja do końca drogi zastanawiałam się czy jej się to czasem nie przyśniło, i czy mi się to czasem nie przyśniło. Ale zawsze ta historia jest dla mnie ważna gdy żegnamy kogoś bliskiego. Wtedy usłyszałam ją krótko po tym jak w naszej rodzinie pojawił się aniołek Hugo. Jutro będzie pogrzeb najstarszego brata mojej mamy która w ciągu roku będzie chować już drugą osobę ze swojego rodzeństwa. Ale zawsze warto wierzyć....
A ja od tego czasu gdy słyszę: "Czy mogę się dosiąść" uśmiecham się i czekam na kolejną historię pełną nadziei.

Zimowo pozdrawiam
M.

środa, 11 stycznia 2017

Tata ma zawsze rację :-)

W tym zagonionym świecie wiele jest rzeczy które z naszej pamięci uciekają. Dopiero jakieś zdarzenie sprawia, że przypominamy sobie o tym bardzo dokładnie. Gdy kończyłam szkołę podstawową i zastanawiałam się nad wyborem dalszej edukacji mój Tato powiedział: "Zostań krawcową". Oczywiście spotkało się to z wielkim oburzeniem, bo były to takie czasy gdy uczeń ze świadectwem z czerwonym paskiem nie szedł do zawodówki. Więc i ja nie poszłam. Dziś jakieś 26 lat po tym zdarzeniu jestem na III semestrze i uczę się na krawca miarowego. I dopiero gdy zapisywałam się do szkoły przypomniałam sobie słowa Taty. Niesamowite jest to jak wiele rzeczy w międzyczasie musiałam się nauczyć, zrobić i doświadczyć aby znaleźć się w tym miejscu i poczuć jak wiele radości daje mi szycie. Nie chciałabym jednak zmienić tych 26 lat, mimo, że parę ładnych kopniaków od życia dostałam, ale może dzięki temu jestem jaka jestem. I może dzięki temu to szycie sprawia mi tak wielką satysfakcję. Życzę Wam dziś takich wyborów. Zatrzymajcie się czasem i zastanówcie nad radą swoich Rodziców. Może widzą i wiedzą coś więcej? Hmm ... Jakby nie było jestem przykładem, że mimo posiadania dwóch dorosłych córek, przedszkolaka i brązowookiego, domu, kredytów i innych takich nigdy nie jest za późno aby zmienić swoje życie :-)


Tak filozoficznie dziś pozdrawiam :-)

P.S. Dziś krótka historia o tym jak ważne jest imię ... mamy.
Byłam na lekcji pokazowej u Marianki w przedszkolu. Dzieci radziły sobie fajnie choć siedzące z tyłu mamy były bardzo rozpraszające. Na koniec zajęć każde dziecko miało odnieść swoje krzesło wg zagadek zadanych przez przedszkolankę: :Krzesło odniesie to dziecko którego mama ma na imię ... . Powiecie nic trudnego. Hmm niby tak. Okazało się jednak, że dla dzieci trudne do zrobienia. Bo o ile siostry, braci wołamy po imieniu. Ciocie, babcie, wujków czy dziadków także wymawiamy z dodanym imieniem to z mamą i tatą jest gorzej. Moje dziecko nie miało szansy na zrobienie tego zadania, bo w domu nikt do mnie nie mówi po imieniu. Nawet mój brązowooki. Zamiast tego mówi: Słońce :-) Meh
Pozdrawiam

niedziela, 8 stycznia 2017

Och ...

Dziś zalogowałam się na blogu i z zaskoczeniem zobaczyłam, że ostatni post na blogu pojawił się rok temu. Jak to się stało? Tak, wiem, obchodziłam komputer szerokim łukiem, bo czas którego u mnie było mało w tym roku jakoś tak wyjątkowo się skurczył. Dziwne zjawisko. Ale żeby rok? Hmmm...
Nie wiem czy to przywilej wieku czy może zgonimy to na "takie czasy" miniony rok był pracowity. W ciągu roku mogliście zobaczyć nasze zabawki w bardzo wielu miejscach. My w zamian za to widzieliśmy mnóstwo uśmiechów, pisków i przytulańców. Serca nam rosły za każdym razem. Dziękujemy Wam za te chwile. Już myślimy o nowym roku, o spotkaniach z Wami i już pracujemy nad nowymi pomysłami.


Styczeń to dla nas również taki czas gdy przypominamy Wam i prosimy o wsparcie 1% rehabilitacji naszej Marianny. Marianna za kilka dni kończy 8 lat. Jeszcze przez rok może uczęszczać do przedszkola. Ponieważ świetnie się tam czuje i ma ciekawe zajęcia wykorzystamy ten przysługujący nam czas do maximum. Bardzo dużo pracujemy z Marianką i w domu i poza domem rehabilitując ją na wszelkie sposoby. I kroczek po kroczku zachwycamy się kolejnymi maleńkimi zdolnościami. I każdy jest dla nas ogromnym sukcesem. To w dużej mierze także i Wasza zasługa, bo bez wsparcia finansowego wiele rzeczy nie udałoby się nam zrealizować. A każde przyczynia się do tego, że Marianka jest coraz bardziej sprawna i coraz lepiej się rozwija.



 Dziś także mocno Was prosimy o przekazanie 1% Mariance. I już teraz bardzo, bardzo za niego dziękujemy

Zimowo ale bardzo gorąco pozdrawiamy
A w Nowym Roku życzymy Wam uśmiechów i radości. I pogody ducha w każdym dniu. Wszystkiego dobrego
M.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Czas, czas, czas

Nie wiem czy to przywilej wieku (mojego :-) czy każdy z Was z tym się zmierza ale od jakiegoś czasu bardzo szybko ucieka mi czas. Ciągle gonię, ciągle mam coś do zrobienia i ciągle wszystkiego mi mało. I taka była ta jesień. Szybka. A potem nastał najpiękniejszy czas w roku. Święta Bożego Narodzenia. I nagle czas się zatrzymał. Przyjechały córki. Było gotowanie, próbowanie, strojenie, wizyty, odwiedziny i celebrowanie świąt. Odpoczęłam. Zebrałam myśli, siły i zaczynam pracować na nowy rok :-) Zanim jednak o planach muszę na początek podziękować. Jak wiecie moje, nasze życie toczy się wokół Marianny. Oprócz chęci, czasu, nadziei bardzo potrzebne nam jest wsparcie wielu osób. Nie ukrywam, że finansowe, bo turnusy i rehabilitacja kosztują spore pieniądze. W tym roku wsparło nas bardzo wiele osób. Chciałabym bardzo podziękować, bo były to cudowne inicjatywy, wszystkim dalszym i bliższym członkom mojej rodziny którzy uczestnicząc w dwóch uroczystościach: ślubie i 40-leciu ślubu, zdecydowali się zamiast kwiatów przekazać datek na subkonto Marianny. Dziękuję wszystkim którzy dokonali indywidualnych wpłat i wszystkim którzy przekazali nam swój 1%. Nie mam odwagi wymieniać każdego, bo boję się, że o kimś zapomnę, niemniej jednak każdemu ogromnie dziękuję, bo każda Wasza złotówka sprawia, że Marianna drobnymi krokami maszeruje w swoim rozwoju do przodu. Duża w tym Wasza zasługa. Bardzo dziękuję.
Mimo tego, że ten ubiegły rok zakończył nam się upadkiem ze schodów i wielkimi siniakami Marianna zrobiła bardzo duże postępy. Cały czas pracujemy nad torowaniem głosek. Widać jak Mariannę cieszą efekty jej mówienia, zwłaszcza słowo Tata nad którym teraz pracujemy. Tata chcąc nie chcąc musi cały czas uczestniczyć w tych ćwiczeniach klaszcząc i nieustannie chwaląc każdą lepszą czy gorszą wersję słowa tato. Do tego bardzo poprawiło się rysowanie, dopasowywanie i bieganie :-) Jak widzicie działamy na bardzo wielu polach :-) A chcecie zobaczyć jakie jeszcze u nas nastały zmiany?



A ten rok dla Marianny to przede wszystkim za chwilę 7 urodziny. Poważny czas :-) Na pewno o tym napiszemy.
Już teraz tak po cichu, przy okazji chciałabym prosić abyście pamiętali o Mariance rozliczając swój pit. I już teraz bardzo, bardzo dziękuję

Zimowo pozdrawiam i mnóstwa radości w Nowym Roku Wam życzę
Ktoś pięknie mi powiedział, że w nowy rok nie należy myśleć o tym jak wiele postanowień pozostało niezrealizowanych. Pomyślcie ile rzeczy Wam się udało :-) Dużo prawda?
Pozdrawiam
M.

P.S. U nas -13


czwartek, 19 listopada 2015

Jak listopad to wspominamy

Zabierałam się do tego postu prawie od miesiąca, bo choć listopad jest miesiącem smutnym dla każdego z nas jest miesiącem ważnym. To czas myślenia o bliskich nam osobach których między nami już nie ma.  O maleńkim Hugusiu którego nie zdążyłam poznać, o dziadku Marianie który wychował moją Mamę na fantastyczną osobę, zresztą sam taki był, o babci Mariannie której nie znałam ale patrząc na mojego Tatę musiała być cudowną osobą, o Pani Geni i o jej mężu którzy dla każdego mieli serce na dłoni, o mamie Irki z Lublina i o mamie Agnieszki z Białegostoku i... o dziadziusiu Kaziu, moim dziadziusiu. Tak sobie myślę, że jeśli po śmierci znajdzie się ktoś kto Cię wspomina, uśmiechnie się, uroni łzę to chyba znaczy, że się dobrze żyło. Że się było dla kogoś ważnym. Ja miałam to szczęście być pierwszą wnuczką mojego dziadziusia. Pierwszą, w dodatku wyczekaną i w dodatku jeszcze wnuczką. Bo mój dziadziuś czekał na dziewczynkę. I proszę jak się rodzice postarali ;-) Dziadziuś miał dla mnie zawsze czas. Opowiadał historie swojego życia, uczył mnie francuskich i niemieckich słówek, śpiewał, puszczał adapter i bujał na koniu na biegunach. W czasie mojej ciąży miał dla mnie specjalne czekoladki a po urodzeniu Moniki ogromnie cieszył się, że doczekał prawnuczki. W grudniu byłyby jego 110 urodziny :-) I choć nie ma go z nami już 20 lat gdy zamykam oczy widzę go jak w domu rodzinnym siedzi w kuchni za stołem i czyta gazetę, słyszę szuranie kapci gdy idzie do swojego pokoju i jego pytanie: umyłaś ręce? Nikomu nie odpuścił :-) Zanim ktokolwiek szykował coś do jedzenia mycie rąk było obowiązkowe. I choć dziadziusia już nie ma, kuchnia w której przesiadywał całkiem zmieniła swój wystrój a pierwsza prawnuczka wyrosła na piękną młodą kobietę to ja pamiętam. Tak dziadziuś, zawsze myję ręce, obsesyjnie :-) I nieraz przy tym się uśmiecham. Do Ciebie :-)
 



Listopadowo i nostalgicznie pozdrawiam

środa, 21 października 2015

Ciekawość

Z ciekawością jest tak, że napędza nas do działania. Ciekawi jesteśmy świata więc podróżujemy, ciekawi jesteśmy wiedzy więc się uczymy, doszkalamy. Ciekawość sprawia, że się rozwijamy. Ja byłam ciekawa czy dam radę uszyć tildę i świąteczny wianek. Więc ... spróbowałam. Jakie tego efekty? Sami zobaczcie:




A co u Marianki? Dopadła nas grypa i kurujemy się w domu. Jest czas na bajki, na spanie przed telewizorem :-) i na domową naukę.
Marianna nigdy nie lubiła rysować. Rysowanie to u nas było jak kara :-) Ale nie poddawałyśmy się. Powoli, powoli... i proszę jest:



 Warto ćwiczyć prawda? :-)
Jesiennie pozdrawiamy


poniedziałek, 28 września 2015

"A" jak ... zaczynamy mówić

Lato mimo, że wyjątkowo gorące w tym roku minęło nie wiadomo kiedy. Za oknem coraz chłodniej. Nie zmienia to faktu, że i tak dzieje się u nas dużo. Monika już na studiach. Drugi rok nauki przed nią. Jutro wyjeżdża z domu Magda. Też na studia. Zaczyna naukę na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Martwię się ale i wierzę, że wszystko ułoży się tam po jej myśli. Trzymajcie za nią kciuki. Zostajemy w domu z Marianką. To się nazywa rewolucja prawda?
Marianna rok przedszkolny zaczęła turnusem w Pierwszym słowie. I mimo tego, że to już nasz trzeci turnus to każdy kolejny jest trudniejszy. Wszystko dla tego, że nie wałkujemy tego co Marianna już umie tylko uczymy się nowych rzeczy. Muszę przyznać, że Marianna zaskoczyła mnie swoją wiedzą i umiejętnościami. Bardzo ładnie rozumiała i wykonywała polecenia. Świetnie segregowała , dopasowywała i całkiem ładnie radziła sobie z rysowaniem. Najgorzej radziła sobie przy torowaniu głosek. Opór straszny. Wujek Szymon musiał się nieźle nagimnastykować aby Marianna chciała współpracować. Wielkim plusem zachowania mojego dziecka było to, że tym razem więcej wiedzy z zakresu torowania głosek mogłam przyswoić ja. A możliwość ćwiczenia głosek pod okiem specjalisty sprawiła, że i ja się przełamałam i wiem teraz co i jak. A więc ćwiczymy. Każdego dnia. I każdego dnia zachwycamy mamę słowem "mama", babcie telefonami i słowem "baba", czasem udaje nam się "A", "O" i "U", a czasem nawet "TA" choć do tata jeszcze trochę ćwiczeń brakuje. Ale coś się zaczyna dziać. Powoli, powoli, kroczek za kroczkiem. Z wielką nadzieją...


A u nas już jesiennie 
Pozdrawiamy słonecznie

czwartek, 23 lipca 2015

Samotności mówimy nie! Czyli Reporter Magda na tropie ;-)

Szukanie drugiej połówki nie jest wcale takie proste i nasze przytulaki doskonale o tym wiedzą, dlatego korzystając z wakacyjnej aury i naszej zmniejszonej koncentracji postanowiły wyjść poza schemat i uciec nam ze stoiska! Zobaczcie jakie są nowe topowe metody na podryw :-)

Na prześladowcę

Na zagubionego osła
 Na "posiedzę i poczekam"

 Na inteligenta, bo w końcu nie każdy koteł potrafi czytać :-)

 Ale i tak najbardziej cwany okazał się nasz aligejtor, który doskonale wie, że "laski lecą na żarcie"

Hmm. I jak tu być samotnym?
Nie da się
 

środa, 24 czerwca 2015

Nadzieja

Chciałam już kilka dni temu napisać post, ale .... musiałam poukładać go sobie w głowie. Dlaczego? Zapraszam do przeczytania. Od jakiegoś czasu na blogu temat Marianny stał się tematem przewodnim spychając trochę szycie na drugi plan. Choć nadal jest ono bardzo ważne w moim życiu. Ale ... wiadomo dzieci zawsze są ważniejsze. A moje najmłodsze dziecko właśnie osiągnęło taki wiek, że od września powinno pójść do szkoły. Powinno. Ale z racji niepełnosprawności może uzyskać odroczenie i jeszcze przez dwa lata uczyć się w przedszkolu. Jasne jest, że dla mnie jako rodzica i dla niej jako przedszkolaka to rozwiązanie jest dużo lepsze, ponieważ pozwala wydłużyć czas na naukę podstaw. Ale gdybyście myśleli, że takie odroczenie jest rzeczą oczywistą to oczywiście mylicie się. Procedura wygląda tak:  na początek informacja z przedszkola na temat rozwoju dziecka i braku możliwości podjęcia teraz nauki w szkole, następnie umówienie się na wizytę w poradni psychologiczno - pedagogicznej która ma potwierdzić opinię z przedszkola, potem wizyta u dyrektora szkoły w rejonie zamieszkania Marianny, czyli do szkoły do której najprawdopodobniej by uczęszczała Marianka, po czym po wydaniu przez owego dyrektora decyzji potwierdzającej odroczenie powrót do przedszkola z dokumentacją aby od września Marianna mogła kontynuować w nim naukę. Ja na dzień dzisiejszy jestem po wizycie w Poradni psychologiczno - pedagogicznej. Jest jedna w Poznaniu gdzie niepełnosprawne dzieci są oceniane. Jako rodzic nie mam wyjścia. I wydawało mi się, że ja już spotkałam się z tak wieloma rodzajami kontaktów w stosunku do mnie i mojej niepełnosprawnej córki, że nic mnie już nie zaskoczy. Ale się myliłam. Pani pedagog i "fantastyczna" pani logopeda (bardzo duże podobieństwo do Pani z fundacji odpowiedzialnej za  reklamę "Nie zdążyłam" - widziałam wywiad w DDTVN)). Jestem ostatnią osobą która skupia się na ocenianiu ludzi, ale to z jaką ignorancją, butą i brakiem szacunku się spotkałam zmroziło mnie totalnie. Panie były wszechwiedzące. Wiedziały lepiej niż lekarze badający moje dziecko, wiedziały lepiej niż ja która mam to moje dziecko na co dzień. Były tak fantastyczne w tej swojej wszystkowiedzy, że widząc pierwszy raz dziecko, w nowym miejscu, wiedziały o nim wszystko po 15 minutach. Jedyne czego nie wiedziały to to jak temu dziecku dalej pomóc. Bo nie muszę pisać, że rehabilitacja którą teraz prowadzę, wraz z manualnym torowaniem głosu (wyraz zniesmaczenia, zdziwienia na twarzy pani logopedy) jest totalną porażką. Przecież Marianna ma 6 lat. Jak czegoś nie umie, to już się nie nauczy. A nauka mówienia? Pani Joasiu, Panie Szymonie - to tylko nasze mrzonki. Wnioski jakie mam po tej wizycie nie nadają się do upublicznienia. A Wy jakieś macie? Co powiecie na te moje mrzonki? Moniko wypowiesz się w tym temacie? Byłaś świadkiem tej rozmowy :-)
A teraz żeby było coś o szyciu przedstawiam Wam pomysł na wakacyjną zabawę z dziećmi przy takiej pogodzie jak dziś za oknem. Pacynki na cztery ręce. Każdy zestaw to inna bajka. Jaka? Sami zobaczcie:
Złotowłosa i trzy misie
 Wilk i trzy świnki
 Czerwony kapturek
 Smok Wawelski
 Kopciuszek z jednej strony
 Kopciuszek już w wersji balowej
 Śpiąca królewna
 Księżniczka na ziarnku grochu (brakuje poduszki )
 No i nasza klasyka, może w trochę innych wersjach kolorystycznych:







 Serdecznie pozdrawiam

poniedziałek, 18 maja 2015

Weekend o smaku miodu, czyli jak to się dzieje, że tyle się dzieje

Oj działo się u nas, działo. Jak to się dzieje, że tak dużo? Hmm, nie mam pojęcia. Ale mimo tego, że dzieje się dużo, to dzieją się piękne rzeczy. Choćby takie jak w ten weekend, spędzony w Karpaczu. Była Śnieżka, była świetna impreza taneczna i przede wszystkim był czas dla siebie. Ale jak to się stało, że tu trafiliśmy? Hmm.... a więc:
Pierwsze było ;-) Pierwsze słowo oczywiście, czyli ośrodek terapeutyczny gdzie udało nam się wskoczyć z listy rezerwowej i pojechać na drugi turnus.

 Było trudniej, i było ciężej. Ale przede wszystkim było bardzo merytorycznie i konstruktywnie. Bo Pierwsze słowo to miejsce gdzie nie tylko uczą się dzieci. Ja wracam z wieloma przemyśleniami i zadaniami do wykonania. Trudnymi, ale takimi które dają nadzieję i siłę. A Marianna? Ćwiczy. Czasem z większą, czasem z mniejszą chęcią ale systematycznie, i robi postępy. I broi. Razem z Luną

Po Pierwszy słowie był długo wyczekiwany w rodzinie ślub.

Okazuje się, że mimo tego, że się jest ze sobą długo i czasem można mieć wrażenie rutyny która w życie się wkrada, to ślub sprawia, że miłość odżywa z wielką siłą.
A to jak wielką ma siłę widzieliśmy na 40 leciu ślubu moich Rodziców.

Była okazja do spotkania dawno nie widzianego kuzynostwa, cioć i wujków i wspaniałej zabawy. A za 5 lat powtórka. :-) Bo jest co świętować. Oj jest.
I jest za co trzymać kciuki. Trzymamy mocno za Magdę która właśnie zakończyła naukę w szkole średniej i jest w trakcie matur.
Za chwilę i ona wyjedzie z domu na studia :-( Ale najważniejsze, że będzie realizować swoje marzenia.
Moje marzenie się spełni. Tak, będę, przyjadę, już odliczam czas, bo już nie mogę się doczekać. Tych spotkań, tej atmosfery, i przede wszystkim tych niesamowitych ludzi

A teraz szyję, wymyślam, rysuję, kroję i czekam na spotkania z Państwem



I maksymalnie wykorzystuję każdą fantastyczną chwilę.:-)


Pozdrawiam słonecznie
M.W.